poniedziałek, 29 czerwca 2020

Poranne rytuały - śniadanie (maślankowy omlet z twarożkiem i macerowanymi truskawkami)

Poranne rytuały - śniadanie (maślankowy omlet z twarożkiem i macerowanymi truskawkami)
Skwierczące masło na patelni, mieniące się od miodu truskawki, śnieżnobiały twarożek i unoszący się w powietrzu zapach świeżo parzonej kawy. 


To powolne, letnie śniadanie. 

W ciągu tygodnia nie mamy czasu na długotrwałe ranne posiedzenia przy stole. Załatwiamy śniadanie na zasadzie zaspokojenia pierwszego głodu. Szybka kanapka, jogurt a czasem tylko kawa lub szklanka wody z cytryną. Z rozmarzeniem wyczekuję weekendu, kiedy to jest okazja do rozkosznego celebrowania śniadania. Jedzenie bez pośpiechu, w spokojnej i miłej atmosferze jest nie tylko świetnym sposobem na rozpoczęcie dnia, wrzuceniem biegu „slow”, ale i jest po prostu zdrowe. Porządny poranny posiłek dostarcza nam energii na cały dzień, wspomaga nasz układ trawienny, zatrzymuje nas przed podjadaniem, a także... wywołuje szeroki uśmiech na ustach. 

Nieśpiesznie wyskakujesz z pościeli, otwierasz okno i muska się przyjemny ciepły powiew. Krzątasz się w piżamie, nie ma potrzeby, żeby się stroić. Możesz pozwolić sobie na lenistwo, kto Ci zabroni, jest weekend. Nie musisz organizować posiłku błyskawicznie, masz czas, chociaż to tylko kilka dobrych minut w kuchni... bo czy jest coś przyjemniejszego na rozpoczęcie dnia niż wystawne ale i proste śniadanie?

Maślankowy omlet z twarożkiem i truskawkami


Składniki na omlet:
  • 2 jajka 
  • ½ szklanki maślanki 
  • 4 łyżki mąki pszennej (bądź mąki orkiszowej jasnej) 
  • 1 łyżka miodku z mniszka (bądź zwykłego miodu) 
  • szczypta soli 
  • 1 łyżka masła (do smażenia) 
Składniki na twarożek: 
  • 100 g twarogu
  • 2 łyżki śmietany 
  • 1 łyżka cukru pudru 
Składniki na macerowane truskawki: 
  • 200 g truskawek 
  • 1 łyżka miodku z mniszka (bądź zwykłego miodu) 
  • 1 łyżeczka soku z cytryny 

Truskawki pokroić na mniejsze kawałki. W misce połączyć miodek mniszkowy z sokiem cytryny, a następnie dodać truskawki. Na czas przygotowania omleta odstawić truskawki do zmacerowania. 

Twarożek połączyć z śmietaną i cukrem pudrem. Utrzeć krótko widelcem bądź grzbietem łyżki. 

W dwóch miskach oddzielić dokładnie żółtka od białek. Żółtka połączyć z maślanką, miodkiem i mąką w jednolitą masę. Białka wraz ze szczyptą soli ubić mikserem bądź rózgą kuchenną (opcja dla masochistów) na sztywną pianę. Ubitą pianę przełożyć do masy żółtkowej i za pomocą szpatułki bardzo delikatnie połączyć. 

Na nieprzywierającej, mniejszej patelni rozgrzać łyżkę masła. Przełożyć masę, przykryć pokrywką i smażyć do momentu, aż spód nabierze złocistego koloru, a wierzch zacznie się ścinać. (około 4 minuty). Następnie za pomocą szpatułki, delikatnie przerzucić omlet na drugą stronę, smażyć około 3 minuty. 

Smaczności! 

Gotowy omlet jest naprawdę dużą porcją. Zazwyczaj dla siebie robię z połowy składników. Oczywiście przybrać można dowolnie, zależnie od dostępnych sezonowych owoców. Twarożek również nie jest konieczny. Można go pominąć albo dodać dla przykładu jogurt grecki.

Inspiracja: rozkoszny.pl

czwartek, 25 czerwca 2020

Sezon truskawkowy - Orkiszowe muffiny z truskawkami

Sezon truskawkowy - Orkiszowe muffiny z truskawkami

Stukot kropel rozbijających na szybach działa na mnie uspokajająco. Spoglądam przez okno na zmoczony świat, lato w tym roku przywitało nas wyjątkowo deszczowo. Wszyscy dookoła narzekają na zasnute chmurami niebo i temperaturę oscylującą wokół 20 stopni C. Nie należę do tej grupy. Moja melancholijna dusza jest rada, lubię umiarkowanie. Cieszy mnie deszcz, który jest przecież tak potrzebny. W przeciwieństwie do zeszłego roku w ogródku wszystko bujne, soczyście zielone. Jedynie truskawki wolniej dojrzewają, ale są urodziwe i soczyste. Niestety jest ich malutko, nasze poletko truskawek jest mikroskopijne i muszę posiłkować się kupnymi truskawkami. 
Kupując truskawki zależy mi, aby były uprawiane naturalnie, jednak bardzo ciężko rozpoznać, które są napakowane nawozami, a które nie. Przede wszystkim zawsze kieruję się wyglądem. Ekologiczne truskawki nigdy nie wyglądają idealnie, wręcz przeciwnie. Są mniejsze, brzydsze, czasem nawet nadgryzione przez szkodniki. Truskawki uprawiane naturalnie psują się w inny sposób niż te, które są sztucznie nawożone. Dobre truskawki po jakimś czasie stają się brązowe – uchodzi z nich wilgoć (wraz z witaminą C, która jest naturalnym konserwantem), natomiast te uprawiane masowo zwyczajnie gniją, zmieniają się w brzydko pachnącą maź. Z przykrością przyznaję, że kupiłam już kilkukrotnie truskawki wspomagane chemią. Smakują one całkiem dobrze. Są słodkie, ale po niespełna jednym dniu zaczynają się psuć i są zwyczajnie do niczego. Na poszukiwaniach nie ustaję i sprawdzam źródła, jednocześnie próbując, pichcąc, piekąc.
Na początek coś nieco zdrowszego:

Orkiszowe muffiny z truskawkami

Składniki:
  • 2 szklanki mąki orkiszowej jasnej
  • ½ szklanki cukru brązowego
  • 1 i ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody
  • 2 jajka
  • 120 g roztopionego masła (bądź pół szklanki oleju/oliwy)
  • 1 szklanka mleka
  • szczypta soli
Dodatkowo:
  • kilka truskawek (pokrojonych na mniejsze kawałki)
  • cukier gruboziarnisty

Wszystkie składniki powinny być wcześniej wyciągnięte z lodówki.

Przygotować dwa naczynia. W jednym połączyć mokre składniki, roztrzepane jajka, mleko i tłuszcz, wymieszać wszystko rózgą kuchenną. W drugim naczyniu połączyć suche składniki, przesianą mąkę orkiszową, cukier, proszek, sodę i sól. Mokre składniki wlać do suchych i wymieszać rózgą bądź szpatułką tylko do połączenia. Dodać pokrojone truskawki i krótko wymieszać.

Formę do muffinów wyłożyć gotowymi papilotkami bądź natłuścić i wysypać mąką lub bułką tartą. Wypełnić ciastem do ¾ wysokości formy, posypać cukrem gruboziarnistym.

Piec około 25-30 minuty w temperaturze 180*C.



Smaczności!

środa, 2 października 2019

Proste drożdżówki ze śliwkami i kruszonką

Proste drożdżówki ze śliwkami i kruszonką

Październik przywitał nas w tym roku iście jesiennie. Za oknem zimno, mokro i szaro. 
W taki dzień najlepszym pomysłem wydaje się kocyk, ciepła herbata i oczywiście „coś słodkiego”. 
Jesień jest dla mnie pod tym względem szczególna. Żaden inny okres w roku nie inspiruje mnie do pieczenia aż tak bardzo. Jednocześnie jestem ciągle sfrustrowana faktem, że nie mogę spędzać przy piekarniku tyle czasu ile bym chciała. Wciąż dopisuję kolejne przepisy do mojej listy „co upiec jesienią” i martwię się, że nie zdążę przed bożonarodzeniowym szaleństwem. Ale... mamy dopiero drugi dzień października i z optymizmem kontynuuję jesienne wypieki. 

Jest to pierwszy przepis publikowany na blogu. Nie mogłam się ostatnio zdecydować, co upiec ze śliwkami, które już powoli się kończą. Było już sztampowe ucierane, więc tym razem postawiłam na wdzięczne drożdżowe. A jak wiadomo... nie ma prawdziwej jesieni bez śliwek i drożdżówek ze śliwkami i kruszonką!



Drożdżówki ze śliwkami i kruszonką 

Składniki na ciasto drożdżowe: 

  • 2 i ¼ szklanki mąki pszennej*
  • ¾ szklanki ciepłego mleka
  • 3 łyżki cukru
  • 1 jajo
  • 1 żółtko
  • 50 g masła, roztopionego i przestudzonego
  • 7 g drożdży suchych (standardowa saszetka)
  • szczypta soli

Składniki na kruszonkę
  • ½ szklanki mąki pszennej
  • 5 łyżek cukru
  • 60 g masła

Dodatkowo: 
  • ½ kg śliwek, odpestkowanych, przekrojonych na pół (wykorzystałam dojrzałe śliwki węgierki)
  • 1 jajko roztrzepane z łyżką mleka

Mąkę przesiać. Wymieszać z cukrem, szczyptą soli oraz suchymi drożdżami. Następnie dodać jajko, żółtko, mleko. Wyrobić, dodając powoli roztopione masło. Ciasto drożdżowe na początku może być lepiące, ale nie należy dodawać więcej mąki. Wyrabiać do momentu, aż ciasto będzie miękkie i elastyczne, zacznie łatwo odchodzić od ręki. Uformować z niego kulę i włożyć do miski oprószonej mąką bądź natłuszczonej olejem. Miskę przykryć ręcznikiem kuchennym i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości. W zależności od temperatury panującej w pomieszczeniu może to zająć 1-2 godziny. 

W czasie gdy ciasto rośnie przygotować kruszonkę. Wszystkie składniki wsypać do miski i wyrobić między palcami do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Kruszonkę na czas dalszego wyrastania ciasta drożdżowego schładzać w lodówce. 

Po wyrośnięciu ciasta, wyciągnąć je z miski, na oprószonym mąką blacie, krótko je zagnieść. Następnie podzielić na 9-10 równych części i uformować okrągłe bułeczki. Przełożyć je na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę, przykryć ręcznikiem i pozostawić do ponownego wyrośnięcia na około 30 minut. Po tym czasie w każdej bułeczce zrobić wgłębienie. Najlepiej sprawdzi się do tego szklanka. Ciasto w tym miejscu powinno być bardzo cienkie. We wgłębienie włożyć 2-5 połówek śliwek (w zależności od wielkości owocu), rozcięciem ku górze. Ciasto wokół owoców posmarować jajkiem i obficie posypać kruszonką. 

Piec w temperaturze 190*C przez około 25 minut, do zarumienienia. Wyjąć i wystudzić. 

*szklanka ma 250 ml



Moje drożdżówki wyszły "dość" żółte. Oczywiście to za sprawą jajek od moich szczęśliwych kurek. ;)
Najlepsze są jeszcze gorące, dopiero co wyciągnięte z piekarnika, ale smakują dobrze nawet na drugi dzień, na śniadanie z kubkiem ciepłego mleka lub kakao. 
Nie ma nic wspanialszego i bardziej jesiennego niż zapach świeżych drożdżówek ze śliwkami unoszący się po domu!

Smacznego!

+ przepis bazowy na ciasto drożdżowe zaczerpnięty i delikatnie zmodyfikowany z mojewypieki.com

poniedziałek, 23 września 2019

Jedzenie sezonowe

Jedzenie sezonowe
Pierwotnie w planach miałam, żeby drugi post, który pojawi się na blogu dotyczył „zagadnienia” prostego życia. Zastanawiam się i właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek napiszę coś w przytoczonym temacie. Jest to trudne pojęcie i bardzo ambiwalentne. Mam nadzieję, że zwyczajnie... z udostępnionych tutaj materiałów, będzie wynikać, co dla mnie znaczy proste życie. 


Zmieniłam zdanie i aby rozładować mój zbyt oficjalny ton, postanowiłam opublikować coś mniej abstrakcyjnego, a będzie o... jedzeniu. 

Nie mam zamiaru rozpisywać się na temat diet – chociaż i metoda, którą chcę przedstawić w pewnym sensie również można nazwać dietą – oraz sposobów odżywania, bo nie w tym rzecz. Poddawanie się rygorystycznym dietom, również nadmierna troska o to, co spożywamy sprawia, że jesteśmy bardziej zestresowani, a wtedy często popadamy w kompulsywne jedzenie. Wiadomo, zajadanie emocji powoduje wyrzuty sumienia, tycie... ale nie o tym! 

Sezon na...

Jedzenie w zgodzie z naturą może wydawać się nieco przestarzałą metodą, lecz na przestrzeni dziejów organizm człowieka, aż tak bardzo się nie zmienił i wciąż potrzebuje „tego samego”.
Podstawą każdej wartościowej diety, czy po prostu sposobu jedzenia, jest „sezonowość”, czyli opieranie swojego sposobu jedzenia na produktach, które w danej chwili są najbardziej dostępne. Sezonowość dotyczy głównie warzyw i owoców. Oczywiście zdecydowanie większość z nich możemy kupić przez cały rok, lecz rzecz w tym, że dla każdej pory roku, a nawet i miesiąca są charakterystyczne inne produkty. Truskawki i ogórki w styczniu? Czemu nie, ale to niekoniecznie jest dobre dla nas i jak i naszej planety. 

Czym jest sezonowe jedzenie? 
To, że dany produkt jest dostępny w sklepie spożywczym, nie oznacza, że akurat jest na niego sezon. Mówiąc najprościej, jedzenie sezonowe oznacza spożywanie owoców i warzyw, które w danym momencie możemy znaleźć na grządce czy drzewie, kupić na lokalnym targu, czy w pobliskim warzywniku. 

Dlaczego jedzenie sezonowe jest tak ważne? 
Niestety w obecnych czasach nie jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia właśnie „w ten” sposób. Mamy dostęp do wszystkiego, na co tylko mamy ochotę przez cały okrągły rok. Natomiast nasi dziadkowie spożywali tylko, co obrodziło. Produkty egzotyczne były rzadkością. Warzywa i owoce poza naturalnym czasem występowania były spożywane jedynie jako przetwory. 

Kiedy jednak zaczniemy jeść sezonowo poczujemy równowagę i odzyskamy rytm życia. Będziemy mogli doświadczyć, jak naturalnie, z każdym sezonem, zmieniają się pragnienia naszego ciała. Dodatkowo, może nawet nie do końca świadomie, zadbamy o środowisko naturalne i o swoją „kieszeń”. 

Jest zrównoważone 
Świeże warzywa i owoce, to ogromne źródło witamin i składników mineralnych, które są niezbędne do odpowiedniego funkcjonowania naszego organizmu. Produkty kupowane poza sezonem zawierają znacznie więcej nawozów sztucznych, pestycydów i innych szkodliwych substancji. Dodatkowo produkty, które możemy znaleźć na półkach sklepowych poza sezonem przebyły zazwyczaj do nas bardzo długą drogę. Na przykład pomidory, które nie mogą naturalnie rosnąć w Polsce zimą, sprowadzane są z krajów południa. To daleka podróż, która marnotrawi wiele energii. Takie produkty, aby przetrwały transport zazwyczaj są zrywane niedojrzałe i dodatkowo „nafaszerowane” chemią, aby nie zdążyły się zepsuć. 

Jest zdrowe 
Jak wspomniałam wyżej, ponieważ produkty poza sezonem są wysyłane z daleka, należy je przedwcześnie zebrać. Zbyt wcześnie zerwane warzywa czy owoce, nie zawierają tylu składników ożywczych, co produkty sezonowe, dojrzewające naturalnie. 

Produkty sezonowe nie tylko są zdrowsze, ale i lepsze! Każdy, kto chociaż raz spróbował pomidora w zimie, wie co mam na myśli. 

Kuchnia dostosowana do pór roku wspiera nasz organizm. 
Latem przebywamy dużo na słońcu, wówczas potrzebujmy ochrony przed szkodliwymi promieniami. Większość letnich warzyw i owoców zawierają beta-karoten, który świetnie chroni naszą skórę. 
Latem potrzebujemy więcej płynów. Produkty, które wtedy występują, np. ogórki, zawierają bardzo dużą ilość wody, której przecież aż w takim nadmiarze nie potrzebujemy zimą. 

W miesiącach chłodnych natomiast, musimy uzupełnić organizm w witaminę C, aby wzmocnić nasz układ odpornościowy. Owoce cytrusowe są świetnym źródłem, ale również wspaniałym są wszelkiego rodzaju warzywa kapustne. Zimą zależy nam na jedzeniu rozgrzewającym. Idealne są wówczas wszelkie posiłki opierające się na warzywach korzeniowych, które możemy przecież przechowywać przez długie miesiące. 

Świeża, sezonowa żywność nie tylko jest smaczna, jest dopełnieniem zbilansowanej diety i cieszy nasz organizm. 

Zatem opieranie diety do aury za oknem jest jak najbardziej zdrowe! 

Jest idealne 
Jest ideą i oczywiście nie oznacza, że ściśle się tego trzymam. Czasem zjem „świeżą” paprykę w styczniu, ale staram się aby robić to sporadycznie. Korzystam z luksusów współczesności i kupuję także egzotyczne owoce, ale ograniczam je i staram się wykorzystywać akurat te, które są najbardziej w sezonie. 

Zaopatruje się w warzywa i owoce u lokalnych sprzedawców, w małych sklepach, pomijając supermarkety. Zależy mi na jak najkrótszej drodze od producenta. 

Część produktów również uprawiam sama. Nadmiar przetwarzam bądź mrożę w szczycie sezonu, kiedy mają najwięcej składników odżywczych.

Ważne, aby jeść z rozwagą.

Do następnego!

czwartek, 12 września 2019

Po pierwsze

Po pierwsze

fot. tonaturalia

Wrzesień jest dla mnie ambiwalentnym miesiącem. Jednocześnie jest słodko-gorzkim pożegnaniem lata, ale i wprowadzeniem do najbardziej nostalgicznego, kolorowego sezonu w roku. Kończy się miesiąc pełen obfitości i zaczyna pora melancholii. Zbliża się jesień. Jesień również urocza, bogata i piękna. 

W tym roku, wieńcząc lato, postanowiłam coś zmienić – założyć bloga. Bardzo długo o tym myślałam. Zawsze chciałam podjąć się tego celu, ale nie miałam odwagi. Dalej nie mam jej za wiele. Natomiast coś, cokolwiek to jest, pchnęło mnie aby to zrobić. Nie stracę zbyt wiele (może jedynie rozum i godność człowieka (:), a może zyskam? 

Jakiś czas temu postanowiłam wprowadzić kilka zmian w moim życiu. Nie są to kamienie milowe, jedynie drobne odłamki, które mimo wszystko sprawiają, że po prostu... chce mi się. Zweryfikowałam swoje pragnienia i dotychczasowe przedsięwzięcia. Podjęcie niektórych decyzji nie było łatwe – szczególnie, jeśli jest się wciąż rozdartym, chwiejnym, niepewnym – lecz niewątpliwie wyrwało mnie to z marazmu i zwątpienia. Pojawiły się nowe możliwości, więcej optymizmu i motywacji. 

Miejsce to ma swego rodzaju charakter terapeutyczny. 

Nie wynika jedynie z potrzeby dzielenia się – akurat ten aspekt bardziej mnie oddala od podjęcia rękawicy; mój wewnętrzny krytyk jest szczególnie negatywnie nastawiony. 

Przede wszystkim zależy mi na uporządkowaniu swojej codzienności, znalezieniu równowagi i harmonii w pędzącym świecie. Odszukaniu pewności siebie i swoich działań. 

Inspiruje mnie proste życie i właśnie to jest motto tego miejsca. 

Okej. Uśmiecham się i zaczynam.
Copyright © 2016 naturalia , Blogger